Lepszy Toruń lepsza Polska

serwis informacyjno – reportażowy

Źródło obrazu: Fot. © UMT 2025 Wojtek Szabelski licencja: CC BY-NC 4.0

Śniadanie na trawie – zielona bajka z lekko podsuszonym morałem

Przeczytaj do końca, udostępnij.

Śniadanie na trawie – super wydarzenie. Kawa, leżaczki, vibe jak z Paryża. Kilkadziesiąt tysięcy złotych wydano na zielony dywan. Żeby była jasność – pomysł z zielonym Starym Rynkiem? Sztos. Ale szkoda, że tylko na kilka godzin. Szkoda tej trawy.

I tu wchodzi cały na biało – prezydent Torunia, Paweł Gulewski. Odpowiadając na komentarz na swoim Facebooku, nasz włodarz stwierdził: „Trawa z Rynku Staromiejskiego zostanie ponownie wykorzystana na Stadionie Miejskim przy ul. Szosa Chełmińska.” No i się zaczęło.

Gdzie wykorzystać tę trawę? Na co nam tyle? MOSiR – jak się okazuje – trochę z zaskoczenia obdarowany 1000 m² darni, na szczęście znalazł dla niej miejsce. Ustalono, że trawa trafi wzdłuż płotu przy kortach tenisowych. Ufff, jest plan. Ale zaraz, zaraz…

Trawa dojechała na teren stadionu i… jakaś taka mało zielona. Mało „trawiasta”. Jakby lekko podwiędła, przydeptana, z układem korzeniowym w stanie agonalnym. To ta trawa na śniadaniu nie była odpowiednio zabezpieczona od spodu? Serio ktoś ją po prostu położył na bruk? Bez nawodnienia, bez izolacji? Nie no… w Toruniu? Niemożliwe!

Dalej, rozwińmy kolejną rolkę. Nie no, to chyba nie nasza… A jednak. No ale prezydent powiedział, że ma rosnąć – więc ma rosnąć. I koniec tematu.

Zatem – szybciutko, kochany wykonawco, połóż tę trawkę. Tylko tak, żeby przeżyła. Bo ona musi przeżyć. Na szczęście wykonawca, mający serce po właściwej stronie, zakasał rękawy. Spulchnił, wyrównał, podsypał piaskiem, ugniótł ziemię, nawodnił, położył. Teraz trzeba tylko doglądać, podlewać, może i na mszę pójść, żeby się przyjęła. 1000 m² trawnika w stanie przedzgonowym – nie lada wyzwanie.

Ale, spokojnie – wykonawca profesjonalny. Zapewnił, że trawę raczej da się uratować. Ufff. No i żeby nie było, że pismaki się będą czepiać – trawa musi żyć. No bo przecież Prezydent powiedział. Więc niech ta zdechła trawa ze śniadania zamieni się w piękny trawnik pod płotem przy kortach. Oby.

A teraz na poważnie. Naprawdę nie można było tego ogarnąć wcześniej? Przygotować teren, podłoże, logistykę, i już w niedzielę – zaraz po zakończeniu imprezy – położyć trawę na nowym miejscu? Naprawdę trzeba było na ostatnią chwilę szukać dla niej miejsca jak dla niechcianego gościa?

I tu – bez cienia ironii – należą się brawa dla szefostwa MOSiR za błyskawiczne działanie. I dla wykonawcy – za to, że w trybie ekstraordynaryjnym rozpoczął walkę o życie dla tej trawy. Trzymamy kciuki. Zielone, rzecz jasna.

I niby koniec tej historii. Ale zaraz, zaraz…

MOSiR dostał 1000 m².

Ile to tej trawy miało być na Rynku? Jak podał prezydent Torunia dla Radio Zet i jak podaje Dzień Dobry Toruń – 2000 m².

O rzesz kur… Bajka się jeszcze nie kończy.

Udostępnij za pomocą: