Lepszy Toruń lepsza Polska

serwis informacyjno – reportażowy

Matka skatowała 2-letnią córeczkę. To nie był pierwszy raz? Wracamy do tematu

Koszmarny widok pobitego dziecka, zarzuty i areszt dla Agnieszki W. Tylko my docieramy do wielu świadków i szokujących informacji o tym, co działo się z malutką Wiktorią. Dlaczego policja nie przesłuchała osób, które mają tak ważne informacje? Nasze śledztwo dziennikarskie ujawnia szokujące fakty.

Noc grozy na „Słonecznych Tarasach”

Osiedle „Słoneczne Tarasy” w Toruniu. 18 października 2025 roku. 24-letnia Agnieszka urządza w swoim mieszkaniu imprezę urodzinową. Są na niej Marcin (szef Agnieszki), Ilona (koleżanka z pracy) z partnerem Dariuszem i córką. W pokoju obok przebywa mała, dwuletnia Wiktoria. Ot, taka firmowa imprezka. Jak potem ustaliła policja, na imprezie jest alkohol i marihuana. Leci muzyka. Malutka córeczka Agnieszki nie może zasnąć i płaczem wzywa matkę. Ta kilkukrotnie wychodzi do sypialni i ucisza dziecko. Niestety, nie śpiewa jej kołysanek i nie tuli w ramionach do snu.

Jak mówi komunikat policji: „biła dziecko po pośladkach, twarzy i głowie, a także uciskała jego rączki i zasłaniała twarz.” Podczas przesłuchania Agnieszka W. przyznała się do zarzucanego czynu, tłumacząc: „Nie spodziewałam się, że te uderzenia mogły być tak mocne i spowodować tak rozległe obrażenia”.

Interwencja opiekunki i aresztowanie

Następnego dnia opiekunka dziecka zauważyła niepokojące obrażenia. Zobowiązała matkę do natychmiastowego przewiezienia córki do szpitala. Lekarze stwierdzili, że obrażenia dziewczynki świadczą o pobiciu. Natychmiast powiadomiono policję. Agnieszkę W. zatrzymano, a sąd aresztował na 3 miesiące. Wiemy, że malutka Wiktoria w stanie dobrym nadal przebywa na oddziale szpitalnym.

24 letnia Agnieszka W. Sąd aresztował ją na 3 miesiące.

I to koniec oficjalnych komunikatów. Prokuratura nic więcej nie chciała przekazać naszej redakcji. Ta sprawa nie dawała nam jednak spokoju. Zgłaszali się do nas kolejni świadkowie, otrzymywaliśmy kolejne, tak niewiarygodne informacje, że musieliśmy to sprawdzić. Niestety, najczarniejsze scenariusze znalazły swoje potwierdzenie.

Historia Agnieszki W. i zaniedbania dziecka

Agnieszka W. nie miała łatwego dzieciństwa. Była wychowywana przez babcię i dziadka. Jej matka osiedliła się w Wielkiej Brytanii, kiedy Agnieszka była mała. Młoda dziewczyna lubiła się bawić i imprezować. Zaszła w ciążę i, jak twierdzą świadkowie, nie wiadomo kto był ojcem. Podobno było aż trzech kandydatów. Jednym z nich miał być Marcin, jej szef. Ostatecznie ojcostwo uznał inny mężczyzna, który nie utrzymywał kontaktu ani z matką, ani z córką, płacił jednak alimenty.

Marcin jest franczyzobiorcą znanej wszystkim sieci małych sklepów. Ten mieści się na tym samym osiedlu, na którym mieszkała do zatrzymania Agnieszka. Ta zresztą godzinami przesiadywała w sklepie, nawet wtedy, kiedy nie pracowała. Jak mówią świadkowie, tutaj „toczyło się życie towarzyskie osiedla”. Agnieszka miała podkochiwać się w swoim szefie. Ten podobno nie chciał się z nią wiązać, bo przeszkadzało mu dziecko. Pracownica, żeby móc wychodzić na imprezy, wynajmowała opiekunki.

W ciągu dnia dziecko najczęściej przebywało w żłobku osiedlowym. Tam, jak określa to aż dwóch świadków, „mała jadła jedyne normalne posiłki”. Poza nim Agnieszka karmiła je odgrzewanym w sklepie jedzeniem. Tomek podczas naszej rozmowy określa to tak:

Wiktoria jadła frytki, nuggetsy i tłuste sosy z naszego sklepiku”.

Zosia dodaje: „mała dostawała słodycze i zimne słoiczki z posiłkami dla dzieci. Agnieszka nawet ich nie podgrzewała.”

Małe dziecko zamykane w ciemnej toalecie. Szef nic nie powiedział

Pytamy Tomka, czy prawdą jest (mówili nam o tym inni świadkowie), że Wiktoria była zamykana w toalecie przy zgaszonym świetle w czasie, kiedy Agnieszka pracowała? Tomek bez wahania odpowiada, że tak.

„Któregoś dnia przyszedłem do sklepu prywatnie, bo musiałem coś wydrukować. Szef mi pozwolił. Zająłem się drukowaniem, było tego sporo i długo to trwało. Musiałem skorzystać z toalety. Wszedłem i zobaczyłem małą w toalecie. Na pewno leżała w ciemnym pomieszczeniu. Tam światło zapala czujka ruchu, którą uruchomiłem ja, idąc do toalety, przed wejściem do niej. Marcin i Agnieszka byli na sali sprzedaży. Zszokowany spytałem szefa, co tu się dzieje i kazałem zabrać matce dziecko z toalety. Szef nie zareagował. Agnieszka odpowiedziała, że dziecko siedzi tam za karę.”

Tomek ostatecznie zwolnił się z tego sklepu. Nam powiedział, że:

„Byłem zastraszany przez Ilonę, z którą razem pracowaliśmy. Miałem dość dziwnych, patologicznych sytuacji. Napisałem do szefa, że więcej do pracy już nie przyjdę”.

I tutaj pojawia się Ilona. Ta sama, która była z partnerem Darkiem na feralnej imprezie. Ilona niedawno hucznie obchodziła 50. urodziny. Wyprawiła je na działce rekreacyjnej. Było tak hucznie, że miała razem z partnerem pobić obecnego na urodzinach znajomego. Ten, według słów Tomka, miał trafić do szpitala. Lekarze powiadomili policję i ta zjawiła się w lecznicy. Naszego rozmówcę dziwi fakt, że według jego wiedzy policja prowadzi postępowanie, ale jakoś mało się w tej sprawie dzieje.

Tak właśnie bawią się pracownicy tego sklepu ogólnopolskiej sieci.

Zdjęcia siniaków i zawiadomienie do MOPR

Docieramy do kolejnego świadka, który przekazuje nam zdjęcie Wiktorii z siniakiem pod okiem. Zdjęcie pochodzi z sierpnia tego roku. Matka twierdziła wówczas, że dziecko potarło sobie oczko i stąd te ślady. To jednak nie wygląda na obtarcie.

Zdjęcie z sierpnia 2025

Jak przekazuje nam Zosia, matka dziecka często tłumaczyła siniaki dziecka tym, że:

„mała się uderzyła, uczy się chodzić, obtarła oczko itp”.

Dziś ta dziewczyna, która czasami zajmowała się małą, kiedy jej matka wychodziła imprezować, robi sobie wyrzuty. Z jednej strony Zosia nie przypuszczała, aby jej znajoma od lat mogła bić córkę. Z drugiej ma wyrzuty, że może powinna być bardziej dociekliwa.

Kolejne zaskoczenie. Docieramy do innego rozmówcy. Artur, mieszkaniec tego samego osiedla. Znał „patologię” panującą w tym sklepiku. Był tylko klientem, który robił tam zakupy bo był najbliżej miejsca zamieszkania. Artur z całą odpowiedzialnością i pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadcza, iż zaniepokojony sytuacją małego dziecka powiadomił pracownika toruńskiego MOPR-u o swoich obawach. Informacje zawierające dane matki i dziecka przekazał dokładnie 16 lutego 2025 roku o godzinie 20:15 (godzina wysłania wiadomości). Nikt z nim się w tej sprawie jako zgłaszającym nie kontaktował.

Trzech świadków w rozmowach zwraca uwagę, że Agnieszka W. przynajmniej dwukrotnie była kontrolowana przez pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Toruniu. Tyle, że najwyraźniej wizyty pracowników socjalnych nic nie dały.

Największy szok: Szklana ściana obala wersję imprezowiczów

Czy uczestnicy urodzinowej imprezy mogli nie wiedzieć, że obok jest katowane małe dziecko? Według oficjalnego komunikatu policji uczestnicy imprezy z alkoholem i narkotykami nie wiedzieli, że matka, wychodząc „uciszać” dziecko, potwornie mocno je biła. Zostali przesłuchani i tyle.

OBALAMY ustalenia policji. Jeśli bowiem malutka Wiktoria miała być bita podczas tej nocy (a tak uznała policja), to niewiarygodne jest, aby inni obecni tego nie widzieli. Dlaczego zdaniem naszych rozmówców imprezowicze musieli wiedzieć i widzieć, co się dzieje?

Ściana oddzielająca salon od sypialni dziecka jest SZKLANA, wykonana z tzw. „luksferów”. Owszem, jak opisują nasi rozmówcy, widok jest trochę zamazany, ale widać, co się dzieje za tą ścianą.

Zosia mówi, że wcześniej wielokrotne widziała przez „ścianę” czy mała śpi i kiedy się porusza w łóżeczku.


Dlaczego tylko nasza redakcja dociera do prawdy

Czy to media, a nie organy ścigania muszą ustalać takie rzeczy? To my dotarliśmy do świadków, którzy mają kluczowe informacje i dowody w tej sprawie.

Do dnia dzisiejszego żaden z naszych rozmówców nie został przesłuchany przez policję ani prokuraturę. A wiedza o tym, co działo się z małą Wiktorią, jej zasiniaczone zdjęcia, informacje o fatalnym odżywianiu, zostawianiu w domu bez opieki a jedynie pod nadzorem kamerki internetowej, piciu alkoholu, patologii w pracy i zamykaniu dziewczynki w ciemnej łazience przyprawiają nas o mdłości. Dlaczego my docieramy do świadków, a organy ścigania nie?

Kwestia opieki nad dzieckiem

Inne media podają, że babcia dziecka może otrzymać opiekę nad małą Wiktorią. Wiemy, co to za osoba. To fatalny pomysł. Ta kobieta nie wychowywała swojej córki, a wnuczki podobno nie widziała na żywo. Przebywająca od lat w Wielkiej Brytanii matka Agnieszki miała się nią nie interesować.

Niestety ojciec dziecka (znamy personalia) początkowo wyrażał zainteresowanie i przerażenie tą sytuacją. Deklarował, że przyjedzie do szpitala i zajmie się małą. Do dnia dzisiejszego tego nie zrobił i kompletnie nie interesuje się córką.

Oświadczenie redakcji

Część imion naszych rozmówców została zmieniona. Redakcja zna ich tożsamość. Informujemy także, że otrzymaliśmy oświadczenie franczyzobiorcy. Pisze w nim o prawnikach i rzeczniku prasowym sieci, której jest franczyzobiorcą. Próbuje wymusić na naszym rozmówcy zmianę swoich wypowiedzi. Tyle, że władze tej sieci nie pozwoliły jemu „zasłaniać” się działem prawnym ich firmy. Ale o tym już niebawem. Do tematu właściela tego sklepu wrócimy.

Zobacz inne artykuły w tej kategorii:

Udostępnij za pomocą:

3 KOMENTARZE

  1. To niesamowite co tam się dzieje. Potwierdzam wszystkie informacje jako mieszkaniec tego osiedla. Letnią porą byłam świadkiem złego stanu oka małej Wiktorii, też usłyszałam że to infekcja/ zatarcie.nie myślałam że to skutek ciosu. Co do żywienia także byłam świadkiem jedzenia przez małą dziewczynkę świństw z biedronki i ząbki. Kwestia nie słyszenia płaczu Wiktorii przez uczestników imprezy jest śmiechu warta. To nie realne. Sąsiedzi z okolicy nie chcieliby aby ta Żabka tu funkcjonowalama

  2. Potwór ta matka reszta też z tej żabki . Kłamcy dobrze wiedzieli że ja obija . Pod sąd!!!!!!

  3. Wszyscy powinni zostać ukarani. Gdzie byli sąsiedzi? Słyszeli głośną imprezę, wiedzieli że jest tam dziecko i nikt nie poinformował policji?

Możliwość komentowania została wyłączona.