Czy Toruń przygotował szkoły na zagrożenia? Władze zapewniają o bezpieczeństwie, nasze ustalenia budzą niepokój. Tylko u nas
Niepokój rodziców, wzmożone działania służb i zapewnienia władz o bezpieczeństwie. Czy toruńskie szkoły rzeczywiście są przygotowane na potencjalne zagrożenia? Nasza redakcja sprawdziła, jak wygląda sytuacja w praktyce. Ustalenia z piątku 9 października 2026 roku rodzą poważne pytania o przepływ informacji, koordynację działań i kontrolę dostępu do szkolnych budynków.

Podczas gdy władze miasta zapewniały o gotowości służb, nasza redakcja ujawniła niepokojące rozbieżności między tymi deklaracjami a rzeczywistością. Sprawdziliśmy również, czy osoby postronne mogą wejść do szkolnych budynków. Nie publikujemy nagrań ani nazw placówek, ponieważ nie chcemy ujawniać szczegółów, które mogłyby wpłynąć na bezpieczeństwo dzieci i młodzieży.
Konferencja po sztabie kryzysowym. Władze zapewniały o bezpieczeństwie
W piątek 9 października władze Torunia zorganizowały konferencję prasową po posiedzeniu sztabu kryzysowego. W spotkaniu uczestniczyli prezydent Paweł Gulewski, zastępczyni prezydenta Dagmara Zielińska, Monika Kaźmierczak z Centrum Rozwoju i Terapii oraz komendant Straży Miejskiej w Toruniu Mirosław Bartulewicz.
Urzędnicy zapewniali o gotowości służb i wdrożeniu dodatkowych procedur bezpieczeństwa. Przedstawili również nowego dyrektora Wydziału Ochrony Ludności, płk. Marka Baranowskiego.

Przy tej okazji pojawia się jednak pytanie o sposób przedstawienia tak ważnej dla bezpieczeństwa mieszkańców osoby. Informacja o nowym dyrektorze pojawiła się niejako przy okazji konferencji poświęconej sytuacji kryzysowej.
Najważniejsze pytania dotyczyły jednak czegoś innego. Czy miejskie służby, szkoły i instytucje odpowiedzialne za oświatę rzeczywiście wymieniają informacje niezbędne do sprawnego reagowania na zagrożenia?
Podczas konferencji zapewniano, że sytuacja pozostaje pod kontrolą. Kiedy jednak przyszła pora na pytania dziennikarzy, nasza redakcja przedstawiła trzy kwestie, które wyraźnie zaskoczyły obecnych urzędników.
Ich reakcje i udzielone odpowiedzi wzbudziły nasze poważne wątpliwości. Zebrane informacje wskazują bowiem na problemy z przepływem informacji między szkołami, władzami miasta i instytucjami oświatowymi.
(dalsza część artykułu poniżej)
LEPSZY TORUŃ LEPSZA POLSKA POLECA
SP 17 w Toruniu. Ważny komunikat bez wiedzy władz miasta?
Jedno z naszych pytań dotyczyło Szkoły Podstawowej nr 17 w Toruniu. Dzień przed, w czwartek 8 października, konferencją dyrekcja placówki wystosowała komunikat do rodziców uczniów.
W naszej ocenie właśnie ta informacja mogła przyczynić się do wzrostu liczby komentarzy, niepokoju i obaw wśród rodziców. Samo wydanie komunikatu przez dyrekcję nie stanowi problemu.
Niepokoi natomiast fakt, że prezydent Torunia i jego zastępczyni odpowiedzialna za oświatę nie wiedzieli o komunikacie wydanym przez dyrekcję SP 17.
Dlaczego informacja o działaniach dotyczących bezpieczeństwa nie dotarła do najważniejszych osób w mieście? I jak w takiej sytuacji wygląda koordynacja działań, skoro władze zapewniają o sprawnym funkcjonowaniu systemu?
To pytania, na które rodzice powinni otrzymać konkretne odpowiedzi. W sytuacji podwyższonego niepokoju brak informacji może bowiem dodatkowo potęgować obawy.

Kuratorium oświaty nie znało danych z toruńskich szkół
Jeszcze poważniejsze wątpliwości wzbudziła rozmowa z toruńską delegaturą Kuratorium Oświaty. W piątek około godziny 9 instytucja nie dysponowała danymi dotyczącymi sytuacji w toruńskich szkołach.
Poproszono nas o ponowny kontakt za pół godziny. Zgodnie z prośbą zadzwoniliśmy ponownie. Odpowiedź, którą wówczas usłyszeliśmy od Kujawsko-Pomorskiej Wicekurator Oświaty Beaty Sikorskiej, była dla nas zaskakująca.
Zapytaliśmy, ile toruńskich szkół przeszło na nauczanie zdalne, czy zamknięto jakiekolwiek placówki i ilu uczniów przebywa w szkołach.
W odpowiedzi usłyszeliśmy:
„Delegatura Kujawsko-Pomorskiego Kuratorium Oświaty nie posiada takich informacji. Nie wiemy, czy jakieś szkoły są zamknięte. Liczby uczniów w szkołach nie znamy. Poprosiliśmy placówki o takie informacje do godziny 12:00” – przekazała Beata Sikorska.
Ta odpowiedź rodzi kolejne pytania. Dlaczego instytucja odpowiedzialna za nadzór nad oświatą nie dysponowała podstawowymi informacjami o sytuacji w szkołach?
Zapytaliśmy również, jak delegatura zareagowałaby na pilną informację o zagrożeniu w jednej z placówek, skoro nie znała nawet liczby przebywających tam dzieci.
Odpowiedź była krótka:
„Zadzwonię do dyrektora szkoły i się dowiem” – odpowiedziała Kujawsko-Pomorska Wicekurator Oświaty.
Właśnie w tym miejscu pojawia się zasadniczy problem. W sytuacji wymagającej szybkiej reakcji liczy się nie tylko możliwość skontaktowania się z dyrektorem. Ważne są również aktualne dane, jasny podział odpowiedzialności i sprawny obieg informacji.
Próbowaliśmy uzyskać informacje również w Bydgoszczy
Po rozmowie z toruńską delegaturą postanowiliśmy skontaktować się z kuratorium w Bydgoszczy. Chcieliśmy zweryfikować uzyskane informacje i ustalić, czy sytuacja wygląda inaczej na poziomie całej instytucji.
Próbowaliśmy skontaktować się z rzeczniczką, a zarazem dyrektor Wydziału Edukacji Ponadpodstawowej, Ewą Podgórską. Po nieudanej próbie połączenia otrzymaliśmy wiadomość SMS:
„Jestem na urlopie. Będę w poniedziałek w pracy, pozdrawiam” – napisała Ewa Podgórska.
Na tym zakończyliśmy próby uzyskania informacji z kuratorium.
Warto podkreślić, że sama nieobecność konkretnego pracownika nie przesądza o braku gotowości całej instytucji. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy dziennikarze nie mogą uzyskać podstawowych danych o sytuacji w szkołach, a odpowiedzi kolejnych instytucji nie rozwiewają wątpliwości.
Władze Torunia potwierdziły termin przekazania danych
Podczas konferencji po posiedzeniu sztabu kryzysowego zapytaliśmy również o kontakt władz miasta z kuratorium.
Zastępczyni prezydenta potwierdziła, że dane dotyczące liczby uczniów w placówkach miały trafić do kuratorium do godziny 12. Był to ten sam termin, o którym wcześniej poinformowała nas toruńska delegatura.
Oznacza to, że w piątek rano instytucja nie miała jeszcze kompletu tych informacji. Dopiero w kolejnych godzinach miała je otrzymać.
Co stałoby się, gdyby przed południem pojawiło się pilne zagrożenie wymagające natychmiastowej reakcji? Nie twierdzimy, że doszłoby wówczas do tragedii. Nie możemy jednak pominąć pytania o sprawność procedur w sytuacji, w której liczy się każda minuta.
Obca osoba weszła do dwóch szkół. Jak zareagowały władze?
Podczas konferencji zadaliśmy kolejne pytanie. Dotyczyło ono możliwości wejścia osób postronnych do placówek oświatowych.
Zapytaliśmy, jak władze oceniają sytuację, w której obca osoba wchodzi do szkolnego budynku, przechodzi korytarzem i wychodzi, nie zwracając na siebie uwagi pracowników.
Dysponujemy dowodami na to, że osoba postronna weszła do dwóch szkolnych budynków, przeszła korytarzami i opuściła placówki bez reakcji personelu. O tych sytuacjach zapytaliśmy władze podczas konferencji prasowej. Ich reakcje były wymowne i rodziły kolejne pytania o skuteczność procedur bezpieczeństwa.
Po spotkaniu zapewniono nas, że zostaną wyciągnięte wnioski. Podkreślono również, że podobne sytuacje nie powinny się powtórzyć.
Postanowiliśmy zatem sprawdzić, czy te deklaracje przełożą się na rzeczywistość.
Godzina 13.38. Sprawdziliśmy, jak wygląda bezpieczeństwo w praktyce
Po opuszczeniu budynku urzędu miasta udaliśmy się pod pobliską szkołę podstawową. Było to już po konferencji, podczas której przedstawiciele władz zapewniali o wdrożeniu dodatkowych zasad bezpieczeństwa.
O godzinie 13.38 zauważyliśmy mężczyznę niosącego paczkę. Nie miał stroju firmowego. Był ubrany w dżinsy i szarą bluzę.
Mężczyzna pewnym krokiem podszedł do wejścia. Następnie wszedł przez główne drzwi, otworzył kolejne oszklone drzwi wewnątrz budynku i skierował się do biura, aby zostawić przesyłkę wielkości pudełka na buty.
To jednak nie był koniec naszych obserwacji.
Zauważyliśmy również otwarte boczne drzwi do szkolnego budynku. Pracownicy budowlani w odzieży roboczej wnosili coś do środka. Później wyszli na papierosa, pozostawiając otwarte drzwi.
W ten sposób bez problemu udało się dostać na klatkę schodową.
Te obserwacje budzą poważne pytania o kontrolę dostępu do placówek. Oczywiście samo wejście kuriera czy obecność pracowników wykonujących prace budowlane nie oznaczają automatycznie zagrożenia. Takie wizyty powinny jednak odbywać się zgodnie z zasadami, które chronią uczniów i pracowników. Wg zapewnień władz nikt obcy na teren placówek nie powinien się dostać.
Nie chodzi o wywoływanie paniki. Chodzi o sprawdzenie, czy deklarowane procedury rzeczywiście działają.

Nie publikujemy nazw szkół ani nagrań. Chodzi o bezpieczeństwo dzieci
Dysponujemy nagraniami i zdjęciami dokumentującymi opisane sytuacje. Podjęliśmy jednak decyzję, że nie opublikujemy tych materiałów. Nie ujawnimy również nazw trzech placówek, których dotyczą nasze ustalenia.
Zależy nam na tym, aby nie wskazywać potencjalnych słabych punktów konkretnych szkół. Nie chcemy też ułatwiać osobom postronnym ustalenia, gdzie i w jaki sposób można dostać się do budynku.
Istotą tego materiału nie jest wskazanie jednej placówki. Najważniejsze jest ustalenie, czy zasady bezpieczeństwa działają w całym miejskim systemie oświaty.
Dlaczego zdecydowaliśmy się opublikować artykuł dopiero w niedzielę? Chcieliśmy dać urzędnikom czas na uporządkowanie sytuacji, poprawę komunikacji i podjęcie działań naprawczych.
Nie publikujemy tego tekstu, aby siać niepewność. Publikujemy go, ponieważ bezpieczeństwo dzieci wymaga konkretnych działań, a nie samych zapewnień.

Poniedziałkowe rady pedagogiczne. Czy procedury dopiero powstaną?
W toruńskich szkołach zaplanowano na poniedziałek specjalne rady pedagogiczne lub zebrania. Mają one służyć omówieniu i wdrożeniu dodatkowych rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa.
Samo podjęcie takich działań należy ocenić pozytywnie. Szkoły powinny regularnie analizować zagrożenia i aktualizować procedury. Problem polega jednak na tym, że obecna sytuacja rodzi pytania o wcześniejsze przygotowanie placówek.
Dyrekcja SP 17 wydała komunikat do rodziców i zwołała radę pedagogiczną. Zgodnie z przekazanymi nam informacjami spotkanie ma dotyczyć między innymi zasad bezpieczeństwa w placówce.
Czy oznacza to, że do tej pory nie opracowano i nie wdrożono odpowiednich rozwiązań? Nie można tego przesądzić wyłącznie na podstawie zapowiedzi dodatkowych spotkań. Władze powinny jednak jasno wyjaśnić, jakie procedury obowiązywały wcześniej, a jakie dopiero zostaną wprowadzone.
Nie wystarczy bowiem samo zwołanie rady pedagogicznej. Rodzice powinni wiedzieć, jakie konkretne działania podejmie szkoła, kto za nie odpowiada i w jaki sposób będą egzekwowane ustalone zasady.
Frekwencja w szkołach drastycznie spadła. Rodzice nie kryli obaw
Niepokój rodziców znalazł odzwierciedlenie we frekwencji. Według informacji przedstawionych w związku z sytuacją z piątku 9 października do toruńskich szkół ponadpodstawowych przyszło około 30 proc. uczniów. W szkołach podstawowych frekwencja wyniosła około 50 proc.
To pokazuje skalę obaw, które pojawiły się wśród rodzin. Rodzice musieli podjąć decyzję, czy posłać dzieci na zajęcia, mając do dyspozycji różne informacje i komunikaty.
Z czasem sytuacja się ustabilizuje i obawy znikną. Nie zmienia to jednak faktu, że szkoły muszą zachować szczególną czujność, a instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo powinny działać w sposób skoordynowany.
Nie na każde zagrożenie można przygotować się z wyprzedzeniem. Można jednak ograniczać ryzyko poprzez kontrolę dostępu, sprawną komunikację i jasne procedury reagowania.
Kurierzy i pracownicy budowlani nie mogą pozostawać poza systemem kontroli
Opisane przez nas sytuacje pokazują, jak ważne są zasady dotyczące osób odwiedzających szkolne budynki.
Obecnie kurierzy i pracownicy firm zewnętrznych nie powinni przebywać na terenie placówek oświatowych. Mimo to byli tam obecni, co rodzi pytania o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa i kontrolę dostępu do szkolnych budynków.
Nie oznacza to, że każda osoba z przesyłką lub w odzieży roboczej stanowi zagrożenie. Chodzi o to, aby szkoła wiedziała, kto wchodzi do budynku, w jakim celu i do których pomieszczeń może się udać.
Równie istotna jest komunikacja między dyrekcjami a władzami miasta. Dyrektorzy powinni mieć możliwość szybkiego przekazywania ważnych informacji. Z kolei urzędnicy i służby muszą dysponować danymi, które pozwolą im podejmować decyzje w sytuacji kryzysowej.
Nie może dochodzić do sytuacji, w której podczas konferencji prasowej najwyżsi rangą przedstawiciele miasta dowiadują się o istotnych działaniach szkoły od dziennikarzy.

Bezpieczeństwo wymaga czujności, nie paniki
W ostatnich dniach w Polsce doszło do tragicznych wydarzeń, które nie powinny mieć miejsca. Ich przyczyny i okoliczności mogą być różne. Nie należy wyciągać pochopnych wniosków ani przypisywać odpowiedzialności bez odpowiednich ustaleń.
Jedno pozostaje jednak bezsporne: bezpieczeństwo dzieci i młodzieży wymaga współpracy rodziców, szkół, władz samorządowych oraz służb.
W Toruniu nie doszło do opisanych przez nas sytuacji kryzysowych z udziałem uczniów. Nie oznacza to jednak, że można zignorować problemy, które zaobserwowaliśmy.
Właśnie dlatego warto oddzielić dwa zagadnienia. Pierwszym jest rzeczywiste zagrożenie, którego nie należy wyolbrzymiać. Drugim są niedociągnięcia organizacyjne, które trzeba wykrywać i usuwać, zanim doprowadzą do niebezpiecznej sytuacji.
Rodzice mają prawo oczekiwać, że szkoły będą odpowiednio zabezpieczone. Mają również prawo wiedzieć, jakie działania podejmują władze i jak instytucje współpracują ze sobą.
Nie wystarczy zapewnić, że wszystko jest pod kontrolą. Trzeba jeszcze pokazać, że procedury działają w praktyce.
Na koniec pozostaje zasadnicze pytanie: czy Toruń był przygotowany na potencjalne niebezpieczeństwo, czy dopiero pod wpływem niepokoju rodziców i pytań dziennikarzy zaczął porządkować system bezpieczeństwa w szkołach?
Na podstawie naszych ustaleń nie możemy uznać, że wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Oczekujemy konkretnych wyjaśnień oraz działań, które pozwolą rodzicom odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
Fot. Lepszy Toruń lepsza Polska – Mateusz Białczyk






